Mamy już za sobą 10 sezonów letnich od kiedy to w Wylatowie
pojawiły się pierwsze kręgi. Czas zatem na małe podsumowanie tego okresu.
Gdzie położona jest w Polsce miejscowość
WYLATOWO?
Wylatowo zamieszkuje około 600 mieszkańców. Jest to
niewielka wioska, położona na trasie Poznań - Toruń (dokładniej między
Strzelnem a Trzemesznem), 5 km na południe od Mogilna.
Miejscowość nie wyróżnia się niczym szczególnym, a
jednak od 2000 roku zaczęło być głośno w mediach o Wylatowie. Wszystko to
za sprawą pojawiających się tam dziwnych znaków w zbożu i dziennikarzy, którzy
zaczęli o tym pisać w gazetach i pokazywać w TV. Prawdziwy rozkwit
popularności przypada na rok 2002-2004, kiedy to po raz 3 i 4 z rzędu pojawiły
się tam piktogramy. W 2003 roku odwiedziła tę miejscowość rekordowa ilość
turystów. Piktogramy nie są tak widowiskowe jak te z Anglii, ale ich miejsce
występowania (przy głównej drodze) i bardzo mały obszar, na których występują,
wyróżniają to zjawisko spośród innych na świecie.
Wojskowe śmigłowce nad Wylatowem
Kiedy w 2002 roku po raz trzeci pojawiły się kręgi.
Wylatowskie pola były również i w tym roku nader często odwiedzane przez samoloty i śmigłowce
wojskowe. Na
miejscu można było spotkać już patrole złożone z wolontariuszy będących głównie
członkami Fundacji Nautilus, którzy w miarę swoich możliwości, patrolowali
pola przez 24 godziny na dobę. To właśnie Robert Bernatowicz jako pierwszy
"postawił" na Wylatowo i od początku, jak tylko pojawiły się
tajemnicze kręgi, Fundacja Nautilus (której jest prezesem) była najbardziej
zaangażowana w tą sprawę. Wszyscy chcieli wyjaśnić to jak powstają
piktogramy. Patrole na polach złożone głównie z członków Fundacji Nautilus
miały zapobiec próbie tworzenia ich przez ludzi i miały
za zadanie jak najszybsze odnalezienie powstałego piktogramu. Powstawało wtedy
po kilka piktogramów w sezonie, a nikt jeszcze nie widział jak i kiedy powstają.
Nikt?! A jednak okazało się w 2002 roku, że prawdopodobnie jest taka osoba!
Jerzy Szpulecki - kard z filmu J. Zagórskiego
To właśnie człowiek,
który od lat udostępniał swój dom (jeszcze wtedy nie wykończony) przyznał
się w 2002 roku, że widział coś co najprawdopodobniej utworzyło formację w zbożu. Jerzy Szpulecki pod koniec sezonu
2002 opowiedział przed kamerą to, co widział w roku 2000, kiedy powstał
jeden z piktogramów na polu przed jego domem. Na pytanie dlaczego dopiero teraz to mówi,
odpowiedział, że bał się, że nikt mu nie uwierzy, a narazi się tylko na wyśmianie
przez sąsiadów. Chciał pomóc Fundacji Nautilus udostępniając im dom, aby
również i oni mogli uchwycić ten moment i pomóc "rozwiązać tę tajemnicę".
Jednak nie udawało się to przez ten czas, a on widział, że są na tyle poważnymi
ludźmi i zaangażowanymi w tę sprawę, że teraz może im to opowiedzieć. To
co przekazał pan Szpulecki wskazuje na twórców piktogramów, którzy mają
technikę nam zupełnie nie znaną. Nie można by przyrównać tego co widział
do niczego, co jest nam znane ze współczesnej techniki, czy jakiż rzadkich
zjawisk atmosferycznych.
Kamery Fundacji Nautilus i rejestrator - 2003 rok
W 2003 roku stacjonująca w "Bazie" grupa Fundacji Nautilus prowadziła wtedy pierwszy w Wylatowie monitoring pól. Były to 4 kamery połączone
mikserem wizyjnym, a całość zapisywana była na kasety VHS. Co 8 godzin
trzeba było zmieniać kasetę. Piktogramy pojawiały się latem znowu.
Widok z pól, gdzie były piktogramy na dom państwa
Szpuleckich, tzw. "Baza"
Jednak nie tam
gdzie się ich spodziewano i poza zasięgiem kamer. Pojawiły się bowiem po
drugiej stronie głównej drogi i kamery nie zarejestrowały momentu ich
powstawania. W tym roku były najładniejsze i najbardziej odwiedzane przez
turystów. To była kulminacja popularności tego zjawiska. W tym roku odwiedziła
Wylatowo Nancy Talbot z USA. Zebrała materiały do badań i według jej oceny
piktogramy w Wylatowie miały znamiona autentycznych, tzn. nie wygniatanych przez
ludzi. W tym czasie przedstawiane były na konferencjach
prasowych organizowanych przez urząd miasta (Rafała Luksteta) i Fundację Nautilus
(Roberta Bernatowicza) szerokie plany na
przyszłość: budowa pola namiotowego, bazy dla badaczy, hoteli, przystanków autobusowych
w kształcie spodków itd. Wszyscy byli pod wrażeniem tego zjawiska i bardzo
angażowali się w planowanie przyszłości Wylatowa. Oczekiwano bowiem, że niebawem wydarzy się coś niezwykłego - kontakt z obcą
cywilizacją.
Konferencja z udziałem Nancy Talbot
Łukasz Bartecki i Robert Bernatowicz koło
:bazy"
Rafał Lukstedt i Robert Bernatowicz (fot. Marcin Woźniak)
Wywiad dla telewizji - Robert Bernatowicz (fot.
Marcin Woźniak)
Jeszcze nie wykończony dom "baza" i
zebranie FN (fot. Marcin Woźniak)
Krzysztof Kolecki i w tle "postarunek"
patrolowy (fot. Marcin Woźniak)
2004.05.16 - Żabno koło Wylatowa
Rok 2004 zaczął się od najwcześniejszego piktogramu,
który pojawił się kiedykolwiek. 16 maja w Żabnie powstał piktogram (kilka kilometrów w
kierunku na Strzelno od Wylatowa). Na następny piktogram
trzeba było jeszcze długo czekać, a do tego czasu w Wylatowie zaostrzały
się konflikty grup ufologicznych.
Oczekiwano spełnienia planów, które omawiane
były rok wcześniej oraz na konferencji 1 maja 2004 roku.
2004.05.01 - konferencja prasowa.
Jednak prace posuwały się ślamazarnie. Oprócz
wyremontowanego pomostu i plaży nie było widać postępów. Wszyscy byli zawiedzeni tym, że nie spełniono obietnic inwestycyjnych zwiększających
atrakcyjność wsi. Mieszkańcy obarczali winą Fundację Nautilus, a ufolodzy
Urząd Miasta w Mogilnie itd. Skutkiem tych konfliktów było to, że będąca co rok do
tej pory w Wylatowie Fundacja Nautilus nie angażowała się już tak w badanie
tego fenomenu, a monitoring zainstalowała grupa
FNC - Janusz Zagórski
FNC (Forum Nowej Cywilizacji) pod kierownictwem Janusza
Zagórskiego.
Zapis z kamer rejestrowany był już na dysku twardym.
Zaletą tego systemu była bezobsługowa rejestracja. Wadą to, że rejestracja była kasowana
co jakiś czas. Ten rok przyniósł pewien efekt w rejestracji.
Na polach w Wylatowie - przed "bazą"
Piktogram powstał w miejscu, gdzie
był zainstalowany monitoring. Trzydzieści kręgów na jednym polu powstało w jednaj chwili pod okiem
kamer i naocznych obserwatorów!
Część osób, która przebywała wtedy w
Wylatowie
Kamery, które pracowały potrafiły rejestrować obraz przy małym oświetleniu,
jednak w nocy, przy całkowitych ciemnościach, pole zboża wyglądało jak
jedna ciemna plama. W dzień powstania piktogramu 10 lipca 2004 roku przebywało
w bazie wiele osób.
Część nie spała i chodziła wokół pól. Kiedy jeden z
patroli przechodził około 215 koło pola, gdzie potem postał znak, to
zaświecił
mocną latarką po tym właśnie polu i kamery zarejestrowały ten moment. Na polu w tym
momencie nie było widać żadnego znaku. 45 minut później nadchodził nowy dzień i
niebo rozjaśniało na tyle, że kamery uchwyciły zarys piktogramu! Jeżeli zatem
patrol nie zauważył kręgów na polu o 215, to jest więc
czas około 45 minut, kiedy piktogram musiał powstać.
Zapis z moinitoringu (1 klatka) - Janusz Zagórski
www.januszzagorski.pl - kliknij
Jest to bardzo krótki
czas na zrobienie 30 kręgów!
Kiedy ustalono dokładnie fragment zapisu z
kamer, gdzie musiał powstać piktogram, zaczęto przeglądać materiał klatka,
po klatce, aby dostrzec co (kto) robi te znaki. Niestety nie było widać ani
ludzi, ani nikogo innego, kto byłby wtedy na polu. Jedynym niezwykłym
zdarzeniem,
jakie wychwycono na kamerach, to kilkukrotny, krótki rozbłysk światła nad polem. Nie
można racjonalnie wytłumaczyć jego pochodzenia, a jednak należy przypuszczać,
że ma on bezpośrednie powiązanie z piktogramem.
Materiał z monitoringu jest dla jednych niezbitym dowodem tego, że
piktogramów w Wylatowie nie robią ludzie, a drudzy traktują go jako marny dowód,
bo przecież nie widać kiedy i jak on powstaje. Zostaje jednak pytanie, czy możliwe
jest, aby w ciągu 45 minut pod okiem kamer i naocznych obserwatorów, którzy
przebywają tam w odległości 100-150 metrów od pola, jakaś grupa ludzi
wykonała 30 kręgów po czym oddaliła się z pola bez śladu?
piktogram z 10.07.2004 r. - fot.: Krzysztof Kolecki
Moim zdaniem nie
jest to wykonania w 45 minut. Jednak trzeba zauważyć, że patrol o 215 mógł
nie zauważyć częściowo już powstałego (wydeptanego) piktogramu i wtedy w 45
minut sprawcy mogli dokończyć piktogram. Nadal jednak pozostaje kwestia tego, że
nikt ich nie zauważył na polu.
W 2004 roku w wyjaśnienie zagadki Wylatowa zaczyna angażować się również
doktor Jan Szymański, który niezależnie prowadzi swoje badania. Polegają one
głównie na mierzeniu mól elektromagnetycznych i promieniowania radioaktywnego
oraz na umieszczeniu w polu i okolicy czujników, których jest konstruktorem.
Jego badania przynoszą efekty. Wykrywa anomalie promieniowania radioaktywnego tła,
a czujniki rejestrują silne pole, które potem okazuje się być najbardziej
podobne, o rentgenowskiego (tzw. miękki zakres promieniowania rentgenowskiego).
To również dowód tego, że Wylatowo jest miejscem wyróżniającym się spośród
innych.
Rok 2005 to ponowna próba uchwycenia momentu powstawania
piktogramu przez Janusza Zagórskiego. Niedoskonałość sprzętu z roku 2004
zostaje poprawiona jeszcze lepszą jakością kamer. Do dyspozycji jest również
kamera obrotowa z regulowanym zoomem. W tym roku również podjęto
nowatorskie rozwiązanie polegające na umieszczeniu obrazu z kamer w sieci
internetowej. Teraz każdy może sam śledzić to, co dzieje się
na kamerach. Obraz w Internecie nie jest jednak tak płynny jak na
rejestratorze, ale system działa, a codziennie wieczorem jest prezentowana
audycja na żywo z Wylatowa, w której prezentowane są postępy w badaniach oraz
występują zaproszeni goście. Wszystko działa sprawnie, piktogramu długo
jednak nie ma. Dopiero 24 lipca rankiem odkryty zostaje duży piktogram, który
niestety powstał za drzewami z drugiej strony drogi w miejscu, gdzie nie było
zasięgu monitoringu. Cała operacja monitorowania nie daje lepszych rezultatów
niż w zeszłym roku. Jednak znajdują się świadkowie, którzy opowiadają o świetlistych
kulach nad polem w nocy, kiedy powstał piktogram. Ich relacje są bardzo
wiarygodne. Dodatkowymi wydarzeniami towarzyszącymi jest zanik łączności
internetowej, który odnotował system informatyczny w noc powstania piktogramu.
Ostatni piktogram z 2005 roku. (fot. R. Nowicki)
J. Zagórski, J. Szymański, W. Czarnetzki
Roman Tabaka
Doktor Szymański również w 2005 roku montuje czujniki na polach i kontynuuje
swoje badania wraz z Romanem Tabaką konstruują nadajnik i odbiornik radowy,
którym na przemian wysyłają i odbierają sygnały. Z ich rezultatami badań
można zapoznać się na stronie wylatowo.pl,
gdzie umieszczony jest zbiór publikacji.
Okres ten to również duże zainteresowanie mediów Wylatowem. Maciej
Trojanowski z programu "Nie Do Wiary" nakręcił w tym roku aż
dwa odcinki o Wylatowie, a wśród osób przebywających w 'bazie" pojawiły się
dwie ekipy, które zbierały materiały na potrzeby filmu. Powstają dwa filmy
dokumentalno-fabularne: "Na niebie na ziemi" i
"Kręgi". Filmy miały swoje pra-premiery w Wylatowie i
Mogilnie. Fabuła jednak nie przedstawia relacji z badań
nad tym zjawiskiem, a opowiada historię swoich bohaterów, którzy zaangażowani
są w rozwikłanie zagadki Wylatowa. To właśnie na podstawie doświadczeń i przeżyć tych
bohaterów pokazane jest Wylatowo.
Maciej Cuske -> "Na niebie na ziemi"
(kadr z filmu)
Dariusz Kuciewicz & Andrzej Wojciechowski ->
"Kręgi" (kadr z filmu)
Rok później ekipa pod kierownictwem Michała Mazura kręci
kadry do filmu fabularnego. Ma to być historia grupy młodych ludzi, którzy
przyjeżdżają do Wylatowia. Tam na tle tajemniczych zjawisk dochodzi do
konfliktów, miłości... Z informacji na dzień dzisiejszy wiadomo, że nie jest on jeszcze
ukończony.
Przygotowania do audycji "na żywo"
Jerzy Szpulecki pytany przez dziennikarzy
Oględziny piktogramu z 2005 roku
Rejestracja śladów na piktogramie z 2005 roku
Rejestracja rozmowy z Widomskim w Kwieciszewie
Rejestracja rozmów ze świadkami z okolic Gębic
Konferencja - Bielice 2006
Wylatowo rok 2007
W późniejszych latach (począwszy od 2006 roku) Wylatowo traci
na popularności. Nie pojawiają się żadne nowe piktogramy. Januszowi Zagórskiemu
nie udaje się namówić
sponsorów na wypożyczenie kamer i zainstalowanie monitoringu. Do Wylatowa
nadal zjeżdżają się osoby, które chcą wyjaśnić to zjawisko. Trwają
dyskusje, czy to się skończyło, czy też jakaś planowana przerwa?
Wylatowo 2008
Wylatowo rok 2008
Czy
piktogramy "powrócą" do Wylatowa? Nikt nie zna na to odpowiedzi, ale
najbardziej wytrwali do dnia dzisiejszego pracują nad tą zagadką.
Doktor Jan Szymański na przykład przyjeżdża co rok i prowadzi doświadczenia. Wyniki
na pewno będą przedstawione jak tylko można będzie zakończyć pewien etap
badań. Inne osoby, które w Wylatowie gościły w latach popularności również
zaglądają do bazy.
Wylatowo rok 2008 - dr Szymański z synem
Każdy na własną rękę (z aparatem lub kamerą) próbuje
coś "uchwycić". Wiadomo jednak, że ilość obserwacji zmalała w
następnych latach
proporcjonalnie do ilości pojawiających się piktogramów.
Nie ma możliwości, aby zebrać tutaj cały materiał o
Wylatowie. To tylko wycinek i duże streszczenie tych kilku lat. Istnieje bowiem jeszcze
bardzo obszerny materiał, który dokumentuje wypowiedzi i przeżycia osób tam
zamieszkujących (Wylatowo i okolice). Nagrano wiele godzin wywiadów,
zrobiono tysiące zdjęć, zarejestrowano sygnały radiowe i zaobserwowano wiele
niewyjaśnionych świateł i obiektów UFO. Są to relacje przelotów kul, pojazdów
UFO (tzw. spodków i pojazdów o innych kształtów) widzianych zarówno w dzień jak i w nocy.
Istnieją również materiały zdjęciowe i video, które takie rejestracje utrwaliły.
Konflikty miedzy ludźmi (grupami ufologicznycmi), o których pisałem wcześniej
uniemożliwiają zebranie tych wszystkich materiałów w jednym miejscu. Każdy
niestety uważa, że inni tych materiałów nie powinni mieć. To działa na
niekorzyść w całej tej sprawie, ale do dziś te konflikty istnieją i materiały są
porozrzucane po różnych osobach i stronach internetowych. Nie mniej są znane
dla tych, którzy co rok przebywali w bazie w Wylatowie. Ten tekst jest
tylko wstępem dla tych, których to zainteresuje i chcą szukać dalszych
materiałów.
Dlaczego zatem Wylatowo jest nadal miejscem niezwykłym?
Piktogramy to tylko element tej niecodzienności i
choć, to nie są skomplikowane wzory, jak w innych
krajach (szczególnie Anglii), ale wyjątkowe jest w nich występowanie na bardzo
małym obszarze. Na mapce widać, że wszystkie (oprócz nie zamieszonego
piktogramu z Żabna) występują w odległości do kilkuset metrów od miejsca,
gdzie znajduje się "baza".
Widok z góry na Wylatowo. Odległości od domu Państwa
Szpuleckich (bazy) i zaznaczone miejsca, gdzie pojawiały się piktogramy
Nie ma takiej możliwości, aby nawet "specjaliści"
z Anglii od "deptania" skomplikowanych wzorów w zbożu, odważyli się
na obcym terenie, pod obserwacją kamer i ludzi, którzy tam przebywają, podjąć
próbę zrobienia piktogramów na tak małym obszarze! Twórcy piktogramów (jeżeli to
byli ludzie) musieliby pochodzić z kręgu ludzi zajmujących się tym zjawiskiem,
albo być wręcz zakonspirowani w grupie, która pilnowała pól w Wylatowie.
Piktogram z 2003 roku. Odwiedziło go najwięcej osób.
(fot. Joanna Karwat)
Oprócz tych wszystkich na razie niezrozumiałych zjawisk, niezwykłe dla Wylatowa
pozostaje to, że mimo, iż zjawiska tam występujące wygasły, to nadal spotykają się tam ludzie, którzy zapewne nigdy by
się
nie poznali. Którzy zawiązali kontakt przez to, że spotkali się właśnie
tam, kiedy znaki w zbożu powstawały. Wylatowo pozwoliło na współdziałanie wielu osób z całej
Polski i zagranicy. Spotkać tam było można osoby ze różnych zakątków
Polski: Warszawa, Kalisz, Opalenica, Poznań, Białystok, Gdańsk, Bydgoszcz, Toruń,
Włocławek, Gniezno, Szczecin, Rzeszów, Lublin, Kraków i pewnie jeszcze wiele
innych. Przyjeżdżali tam również goście z zagranicy: Niemcy, Holandia,
Rosja, USA. To właśnie pozostaje najbardziej niezwykłe w Wylatowie. Wioska z
600 mieszkańcami potrafiła poznać ze sobą ludzi o wspólnych zainteresowaniach
z tak odległych zakątków. Czyż można powiedzieć to o innych miejscowościach?